wtorek, 24 lipca 2012

Fenomen Jespera Juula


Dzisiaj modnie jest mówić, że dzieci wychowują się same, że nie potrzeba kar i nagród, że maluchowi wystarczy sam przykład. Wraz jednak z takimi nowinkami lawinowo rosną nam ważne problemy: brak szacunku do autorytetów, coraz szerszy bunt, zagubienie dzieci, poczucie osamotnienia w swoich problemach. Teraz już mało kogo dziwi czy szokuje widok wpadającego w miejscu publicznym w histerii dziecka. Tylko starsze pokolenie zaskakuje to, że w takich momentach rodzie dają się bić, przytulają malucha i nie pokazują swojej dezaprobaty.

Tymczasem Nie z miłości to bardzo ważne „nie”, którego nie powinniśmy się bać wypowiadać, a które powiedziane z miłością, spokojem i konsekwencją może przynieść oczekujące efekty. Oprócz dobrego przykładu konieczne jest dawanie jasnych sygnałów, wyznaczania prostych granic, których dziecko nie powinno przekraczać.
I mimo że tak wiele mądrych rzeczy mówi Jesper Juul, to czasami wydaje się, że w swoich stwierdzeniach idzie trochę za daleko. Przeczy czasami zdrowemu rozsądkowi i stara się przedłożyć na dziecka barki zbyt wielki obowiązek. W niektórych miejscach też jest za mało konkretny i dzieli się z czytelnikiem pięknymi frazesami. Jesper Juul to niejako Paulo Coelho w literaturze dla rodziców.