Dzisiaj modnie jest mówić, że dzieci wychowują się same, że nie
potrzeba kar i nagród, że maluchowi wystarczy sam przykład. Wraz
jednak z takimi nowinkami lawinowo rosną nam ważne problemy: brak
szacunku do autorytetów, coraz szerszy bunt, zagubienie dzieci,
poczucie osamotnienia w swoich problemach. Teraz już mało kogo
dziwi czy szokuje widok wpadającego w miejscu publicznym w histerii
dziecka. Tylko starsze pokolenie zaskakuje to, że w takich momentach
rodzie dają się bić, przytulają malucha i nie pokazują swojej
dezaprobaty.
Tymczasem
Nie z miłości to
bardzo ważne „nie”, którego nie powinniśmy się bać
wypowiadać, a które powiedziane z miłością, spokojem i
konsekwencją może przynieść oczekujące efekty. Oprócz dobrego
przykładu konieczne jest dawanie jasnych sygnałów, wyznaczania
prostych granic, których dziecko nie powinno przekraczać.
I mimo że tak wiele mądrych rzeczy mówi Jesper Juul, to czasami
wydaje się, że w swoich stwierdzeniach idzie trochę za daleko.
Przeczy czasami zdrowemu rozsądkowi i stara się przedłożyć na
dziecka barki zbyt wielki obowiązek. W niektórych miejscach też
jest za mało konkretny i dzieli się z czytelnikiem pięknymi
frazesami. Jesper Juul to niejako Paulo Coelho w literaturze dla
rodziców.